W końcu nadszedł oczekiwany przeze mnie dzień.
Sam fakt, że skończyły się wakacje, nie był tak przygnębiający jak myśl o rozstaniu się z rodzicami. Po ostatnich wydarzeniach bardzo się ze sobą zżyliśmy, stąd ten ciągły płacz matki, gdy wyjeżdżałem chociażby na jeden dzień do babci. Tak naprawdę jej łzy odzwierciedlały to, jak bardzo mnie kocha. Ale cóż.. Rodzice, rodzicami.
Moje bezustanne powtarzanie typu: "- MAMO, TATO! NIE JESTEM JUŻ DZIECKIEM!" - nie skutkowało. Oni zawsze wiedzieli lepiej.
Lecz ten mały Chace zmienił się, wydoroślał... Chyba.
Bez owijania w bawełnę: Stałem jak wryty w ziemię, kiedy ojciec kazał mi biegnąć prosto w ścianę z tabliczką "Peron 9 i ¾". Z początku nie docierało do mnie to, co mówił, lecz po chwili otrząsnąłem się i zrozumiałem jego słowa. Czego to Ministerstwo nie wymyśli, by uchronić ich słodką tajemnicę przed mugolami? Osobiście nic do nich nie miałem, w końcu tata jest Aurorem.
Cała masa młodych czarodzieji pałętała się po King's Cross. Było głośno. Z sekundy na sekundę hałas cichł, kiedy jeden za drugim wbiegał tam, w ten dziwny zaczarowany mur. Dosłownie!
Ja byłem przedostatni. Za mną stała grupa piętnasto-, szesnastolatków. To Anderson`owie i McCourtney`owie, ze Slytherinu. Niezbyt miłe towarzystwo jak dla mnie.
Pociąg miał odjechać o 08.35, była 08.27. Byłem nieco spóźniony, ale to nic... Chyba, że 'podróż przez ścianę' będzie trwała wieczność.
Buziak od matki, uścisk dłni od ojca i mogłem ruszać. Nie chcę opisywać, jak to było dokładnie. Mogę tylko powiedzieć, że było chłodno. Brrrr, mam gęsią skórkę na samą myśl. Nieprzyjemne uczucie, na szczęście mam to już za sobą.
[...]
Oczom nie mogłem uwierzyć! Express był nieziemski!
Odetchnąłem głęboko, po czym spojrzałem na Luthera. Jadł, znowu. Bez chwili zastanowienia pomaszerowałem w stronę pociągu.

